W sprawie stosunków Rosja-UE, Polska gra coraz ostrzej, niebezpiecznie ostro, biorąc pod uwagę także usztywnienie stanowiska na innym froncie, w sprawie systemu głosowania. Wczoraj w Brukseli minister Fotyga podniosła poprzeczkę. Nie wystarczy już zniesienie embarga na Polskie mięso, żądamy dodatkowo od Rosji bezpieczeństwa energetycznego ( chodzi o to, żeby nie było sytuacji podobnej do tej, która dotknęła Litwę, a dokładnie rafinerię w Możejkach). Jak podano, szef niemieckiej dyplomacji Frank Walter Steinmeier, zareagował na te słowa "emocjonalnie". Nie wiadomo jak dokładnie wyglądała ta "emocjonalna" reakcja ministra i czy bardzo różniła się od "emocjonalnych" reakcji polityków rosyjskich w takich sytuacjach. Jedno jednak widać coraz wyraźniej. Moskwa postanowiła (i realizuje to doskonale) załatwiać swoje interesy z Unią, nie tylko jako partner z zewnątrz, ale także korzystając ze specjalnych stosunków z najpotężniejszym gospodarczo państwem UE, które czasami zachowuje się, jakby było głosem Rosji we Wspólnocie Europejskiej. Niewiele pomogła tutaj nawet zmiana kanclerza. Angela Merkel, która przecież nie pała, jak jej poprzednik, bezkrytycznym uczuciem do Moskwy, wydaje się poruszać w tych samych koleinach, jakby nie chciała, albo nie mogła tego zmienić.Te specjalne stosunki widać na każdym kroku. To nie tylko gesty i kontakty polityczne, to lukratywne kontrakty, przywileje, które niemieckie koncerny uzyskują na rosyjskim rynku. Dochodziło nawet do tego, że rosyjskie firmy zrywały długoletnią współpracę np. z amerykańskimi koncernami, które już zainwestowały tam niemałe sumy, po to, żeby zrobić miejsce dla firm niemieckich.

Czy Niemcy w takiej sytuacji, są w stanie, jednoznacznie i stanowczo, stanąć (nawet w sytuacjach jak najbardziej uzasadnionych) po stronie innych państw Unii Europejskiej w starciu z Rosją? Wydaje się, że nie, ale jak widać, Polska chce to wiedzieć na sto procent. Jeśli już, to nie będzie lepszego momentu. Wszyscy już wiedzą, że mięsne embargo, jest czysto polityczne, a utrzymujący się pat w tej sprawie, stosunkowo niewiele nas kosztuje. Nie ma na co czekać także z tego powodu, że powoli, niebezpiecznie, coraz bardziej zmienia się perspektywa widzenia stosunków międzynarodowych przez wielu polityków niemieckich. Najlepszym przykładem mogą być opublikowane ostatnio w "Welt am Sonntag" (także wczorajsza "Rz") opinie byłego ambasadora  Niemiec w Polsce Franka Elbe, oraz byłego wysokiego urzędnika w niemieckim Ministerstwie Obrony Urlicha Weissera. Wypowiadając się w sprawie tarczy antyrakietowej, bez zażenowania (zwłaszcza np. w kontekscie gazociągu Rosja-Niemcy) piszą że:

"Naiwnością jest przekonanie USA, że mogą na obszarze NATO zawierać dwustronne porozumienia z poszczególnymi krajami bez uwzględnienia interesów wszystkich Europejczyków".

Zeby zobaczyć ponury obraz sytuacji, której chyba nie dostrzegają niemieccy politycy, wystarczy tylko zamienić dwa słowa, USA na Rosja i NATO na Unia Europejska. Nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać tego w całości.

Naiwnością jest przekonanie Rosji, że może na obszarze Unii Europejskiej zawierać dwustronne porozumienia z poszczególnymi krajami bez uwzględnienia interesów wszystkich Europejczyków".