Nasza cywilizacja na różne sposoby broni się rozpaczliwie przed katastrofą, często trochę po omacku. Jednym z podstawowych problemów jest demografia, a dokładnie problem ze spadającym przyrostem naturalnym. Populacja Europy pewnie nie będzie radykalnie maleć, ale tylko dzięki imigrantom i ich wysokiemu przyrostowi naturalnemu. Większość z nich nie zamierza jednak przyjmować zachodnich wzorców kulturowych. Jak (być może nieostrożnie, ale szczerze) powiedział jeden z nich:

 To nie tylko kwestia religii, ale zdrowego rozsądku. Zachodnia cywilizacja, przez swoje postępowe ekstrawagancje, zmierza ku upadkowi i my to widzimy. Żeby się integrować, trzeba widzieć w tym jakiś sens, jakąś przyszłość. Tak może było jeszcze ileś lat temu, teraz żaden zdrowo myślący muzułmanin nie będzie się integrował ze społeczeństwem którego czas się kończy, które do tego samo siebie wykańcza. Przy czym nie zamierzamy popierać żadnych ekstremizmów, wystarczy tylko spokojnie czekać, poszerzać swoją populację i dbać o jej morale. Wszystko dostaniemy na tacy, demografia to nasza najlepsza broń, przed którą Europa jest całkowicie bezbonna. Wcześniej czy później  w wielu krajach europejskich będziemy większością.

Co w tym kontekście robią Europejczycy i czy wogóle zawracają sobie tym głowę? Wygląda na to, że dużej części z nas to zupełnie nie obchodzi, zajęci jesteśmy robieniem kariery i osiąganiem jak najwyższego standardu materialnego. Co będzie za kilkadziesiąt lat, jest tak mało ważne jak to, co było kilkadziesiąt lat temu. To może być wolnym wyborem jednostki,  nie może być jednak obojętne dla państwa, zwłaszcza dla takiego państwa, które niestety za cel stawia sobie to, aby jak njwięcej kobiet, może nawet wszystkie, pracowały zawodowo. Dominujący skrajnie feministyczny "ideał", jest stanowczo wcielany w życie, mimo, że np. w Polsce jak wynika z badań, większość kobiet zrezygnowałaby z pracy zawodowej i poświęciłaby się rodzinie. Dla postępowców, to dowód na zacofanie tych kobiet, dla mądrego rządu, to bezcenny  kapitał, któremu trzeba poświęcić jak najwięcej uwagi. Tylko kogo to obchodzi? Kto by się przejmował kobietami, które nie rozumieją (może do tego nie dorosły), czym jest nowocześnie pojmowana samorealizacja? Każda kobieta, która chce poświęcić swoje życie karierze zawodowej, powinna mieć do tego prawo i możliwości, ale promowanie takiej postawy przez państwo jest niezrozumiałe i szkodliwe. Chyba, że decydentom i decydentkom w głowie się nie mieści, że kobieta (ale także mężczyzna) może się naprawdę w pełni realizować, bez nastawienia na robienie kariery. Kariera zawodowa,  traktowana jako najwyższa forma spełnienia, staje się powoli przekleństwem (swoistym zabobonem) naszej cywilizacji i to nie tylko dlatego, że jest ona skuteczniejszym neutralizatorem instynktu macierzyńskiego, niż słynna pigułka ze znanej wszystkim "Seksmisji". Tym bardziej dziwi, wkładanie prawie całego wysiłku państwa  w nakłanianie kobiet, które chcą pracować, robić karierę, do rodzenia dzieci, podczas kiedy powinien to być tylko jeden z elementów całości i to wcale nie najważniejszy. Przekonanie niektórych, że kobiety chcące się realizować zawodowo, będą również zapewniały ciągłość pokoleń, jest utopią i to bardzo kosztowną.

 Najwięcej uwagi państwo we własnym interesie (dziwi, że nawet obecna ekipa tego nie rozumie), powinno poświęcić tym kobietom, które chętnie nie pracowałyby zawodowo, a chciałyby mieć dzieci i to bardzo często więcej niż dwoje, czy troje. Te kobiety, a także wielu mężczyzn wie, że nie ma większego i ciekawszego wyzwania, niż wychowywanie, kształtowanie nowego człowieka. Powiem wprost, ktoś, kto poświęcił się robieniu kariery zawodowej (wszystko jedno czy kobieta czy mężczyzna) zupełnie mi nie imponuje, nieważne jakie osiągnął stanowisko i ile zarabia. Bardziej interesujące jest to, co sobą reprezentuje jako człowiek. Bardzo za to imponują mi osoby (zwłaszcza kobiety, bo to od nich zależy najwięcej), które potrafią mieć dzieci, poświęcić im czas i uwagę i dobrze je wychować. Z mojej stony najwyższe uznanie i szacunek dla tych Pań.